Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytaj!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytaj!. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2015

Ziarno prawdy

Długo mnie nie było, ale koniec roku to i w szkole więcej pracy, przepraszam. Teraz wracam, i mam dla Was świetny kryminał Zygmunta Miłoszewskiego. :)
Mówiłam sporo o radzieckich absurdach, prawda? Okazało się, że Polacy nie gęsi, swoje absurdy mają :).

Sandomierz kojarzył mi się z dwiema rzeczami- legendą o Halinie Krępiance i Tatarach, i Ojcem Mateuszem. Teraz pierwszym skojarzeniem będzie prokurator Teodor Szacki. Niby zwyczajny stróż prawa, ale im bliżej go poznajemy, tym bardziej książka wciąga. Posiwiały, zawsze nienagannie elegancki, budzi szacunek i respekt. Oprócz tego, obdarzony jest inteligencją i sporą ilością humoru, najczęściej czarnego. Zgrywa zimnego profesjonalistę, ale w głębi jest zgryźliwym acz sympatycznym człowiekiem. 
Czy poradzi sobie z niecodzienną sprawą wyglądającą na mord antyżydowski (lub prożydowski, zależy od punktu widzenia)? Jak wydobędzie od mieszkańców miasta potrzebne informacje, kiedy nikt nie chce zadawać się z "nowym"? Co zwycięży-lęk mieszkańców przed legendą o krwi, czy posłuszeństwo organom ścigania? Jak długo mogą trwać rodowe wendety? I co zrobić, kiedy podejrzany staje się ofiarą?
Jeżeli chcecie sprawdzić, jak Teodor Szacki rozwiązuje mroczne tajemnice Sandomierza (gdzie, jak sam powiedział, sensacją jest kradzież komórki), koniecznie przeczytajcie tę pełną humoru, tajemnic i życiowych mądrości, książkę.

Enjoy!

wtorek, 28 kwietnia 2015

Dziewczyny Wyklęte

Wygrałam tą książkę w konkursie, w... marcu... A że było dużo innych do przeczytania "na już" to ona sobie tak leżała i leżała... Aż w końcu w niedzielę powiedziałam "dość, biorę się za tą książkę!". No i się wzięłam :)

Kiedy mówi się "Żołnierze Wyklęci" (mi przynajmniej) staje przed oczami obraz mężczyzny biegnącego z karabinem przez las. Ale czy to jest kwintesencja partyzantki? Książka i zawarte w niej historie pokazują że niekoniecznie. Że zawsze za walczącymi żołnierzami stoi ktoś jeszcze. Ktoś, kto pomoże, opatrzy rany, a gdy się uśmiechnie cały świat wydaje się lepszy, Kto? Dziewczyny-sanitariuszki, łączniczki. Mogłoby się wydawać, że taki obraz walki partyzanckiej, walki o Ojczyznę to niekończąca się sielanka. Niestety istnieje też ciemniejsza strona powojennych realiów. Kara śmierci... Kara śmierci... Kara śmierci... System z którym walczyli Żołnierze Wyklęci był bezwzględny. Nie wystarczało więzienie, utrata praw obywatelskich. Trzeba było rozstrzelać tych "reakcyjnych bandytów antypolskiego podziemia" (piękne określenie dla bojowników o wolność, prawda?). I o ile śmierć mężczyzn można jeszcze jakoś wytłumaczyć (walczyli z bronią), chociaż żeby było jasne-to też uważam za komunistyczne bestialstwo, to śmierci kobiet nigdy. Bronią większości z nich był bandaż. I zazwyczaj, jeśli starczało czasu używały go w równym stopniu na swoich, jak i wrogich żołnierzach... Poznajcie Helenę Motykównę. Helena jest w ciąży. Nigdy nikogo nie zabiła. Jedynym jej przewinieniem jest dwutygodniowa przynależność do partyzanckiego oddziału. Na Helenie komunistyczne zbiry wykonały karę śmierci. 
Pomimo trudnej tematyki książkę łatwo się czyta. Niemałą zasługę ma w tym zbeletryzowanie historii Dziewczyn. Dla kogoś, kogo interesuje walka o Ojczyznę po wojnie, ale nie przepada za datami i stricte historycznymi publikacjami książka ta będzie idealna. "Dziewczyny Wyklęte" to lektura w niczym nie ustępująca większości kryminałów, tym lepsza, że historie są autentyczne.

Enjoy!

piątek, 27 marca 2015

Mistrz i Małgorzata

Długo nie wstawiałam nic nowego, bo bardzo chciałam napisać recenzję tej książki, a nie bardzo miałam czas czytać ostatnio. Teraz, świeżo po przeczytaniu (i przemyśleniu) "Mistrz i Małgorzata" we własnej osobie (lub: osobach).
Pisałam, że nie zrecenzuję Władcy Pierścieni, bo nie czuję się godna takiego dzieła. Zastanawiam się teraz, czy podołam "Mistrzowi...", bo okazuje się, że to także nie jest taka zwykła powieść.
Pisałam również, że w "Archipelagu GUŁag" bardzo podobały mi się wstawki o sowieckich absurdach. Zanim zaczęłam czytać "Mistrza..." dowiedziałam się, że Bułhakow tworzył swe dzieło w latach 1928-1940. Wywnioskowałam więc, że absurdów będzie więcej. Nie zawiodłam się!


Zwykły wieczór w międzywojennej Moskwie. Poeta Iwan Bezdomny i jego szef, Berlioz dyskutują o nowym wierszu artysty, poświęconym Jezusowi. Wydawałoby się, że nic niezwykłego nie może się wydarzyć, w końcu dzień jak co dzień, ale jak zwykle w takich przypadkach, los potrafi nieźle namieszać. Od tego spotkania bowiem wszystko się zaczęło.
Do zwykłej rozmowy wtrąca się nieznajomy cudzoziemiec (a może Rosjanin? trudno powiedzieć). Próbuje on dowieść błędu w teorii Berlioza, mówiącej, że Szatan nie istnieje, tak samo jak Bóg. Skąd nieznajomy wie tyle o Diable? Jakim sposobem przewiduje przyszłość? Co stanie się z pogrążoną w melancholii Moskwą?
Bułhakow znakomicie łączy satyrę i wątki psychologiczne, wręcz egzystencjalne. Dramat i komedię. Fantastykę i surowe realia. Powieść nie ma przez to określonego gatunku, co bynajmniej  nie jest wadą, a według mnie wręcz zaletą.
Tak jak gatunku, głównego bohatera określić się nie da. Nieco męczące na początku jest skakanie z opowieści do opowieści, związanych ze sobą tylko jedną postacią, która nie występuje w większości opowiadań, Po prostu czuje się jej obecność. 
Wzrusza także dobrze poprowadzony wątek miłosny... Co ja piszę... Mnie? Wzrusza? Wątek miłosny? W żadnej dotąd przeczytanej książce nie wzruszyła mnie romantyczna historia... Tu Bułhakow zdecydowanie ze mną wygrał.
Tu, i w wielu innych aspektach. Trochę fantasy (wszystko jest możliwe...), trochę historii, tej współczesnej i tej bardzo dawnej, trochę akcji, humor, satyra, filozoficzne rozmyślania... Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, a zasada mówiąca, że jak coś jest wszystkim, to naprawdę jest niczym, tu się wybitnie nie sprawdza. "Mistrz i Małgorzata" nie jest niczym. Jest arcydziełem na światową skalę!

Enjoy!(a może наслаждаться!) 

niedziela, 15 marca 2015

Saga o Wiedźminie


Wątpię, żeby jakikolwiek Polak czytający książki nie słyszał nigdy o Wiedźminie. W końcu to jedna z najlepszych współczesnych serii fantasy :). I ja także, słysząc wiele pochlebnych opinii skusiłam się na przeczytanie. Nie zawiodłam się!

Głównym bohaterem jest Geralt-wiedźmin. Co to znaczy? Otóż Geralt zajmuje się zabijaniem potworów za pieniądze. Należy do specjalnego cechu wiedźminów, każdy jego członek przebywa szkolenie po którym źrenica zmienia się na kocią, refleks ulega znacznej poprawie, wyostrzają się zmysły. I tak wiedźmini wędrują po świecie, zajmując się swoją profesją. Ale oczywiście, jeżeli o jakimś napisano książkę, to musiał robić coś specjalnego :) Geralt, zwany także Białym Wilkiem, jest najbardziej znanym z płatnych zabójców. 
Po wykonaniu zleconej pracy wiedźmin mógł zażądać od pracodawcy tzw. Dziecka Niespodzianki-takiego, które jeszcze się nie urodziło. Takie dziecko wiedźmin zabierał i szkolił do profesji. Biały Wilk jednak zażądał dziecka od książąt Cintry-jednej z krain tamtego świata. Chcąc nie chcąc, para zgodziła się. I tu zaczęły się kłopoty. 
Kim okazało się Dziecko Niespodzianka? Co w międzyczasie stało się na arenie politycznej? I gdzie, do cholery Geralt ma uczucia?

Wszystkiego dowiecie się, czytając książkę :)

Enjoy!

czwartek, 26 lutego 2015

Ślepowidzenie


Kolejna książka Petera Wattsa. Co za tym idzie kolejna mądra książka. Dająca do myślenia. Przygnębiająca. Takie lubię :)
Moja przygoda z Wattsem zaczęła się od Rozgwiazdy, którą wyczaiłam na jakimś blogu. Spodobała mi się, więc zachciałam więcej. I tak wpadłam na Ślepowidzenie.


Połączenie science fiction z biologicznymi wywodami o ewolucji i psychologicznymi (a czasem nawet egzystencjalnymi) przemyśleniami. Tak można scharakteryzować tę książkę.
Ale spokojnie. Nie brakuje w niej akcji i humoru (najczęściej czarnego). Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a wszystkie elementy składowe są idealnie wyważone. ostatnio często nasuwa mi się na myśl stwierdzenie że ludzie są za bardzo dumni z siebie i tak naprawdę zamiast tworzyć-niszczą. Dlatego książka dołuje, po prostu potwierdza moje przemyślenia.
Jednocześnie dość rozbudowany jest wątek biologiczny-o ewolucji. Autor pisze o wielu dość sprzecznych z aktualnymi przekonaniami teoriach ewolucyjnych.
To może trochę o fabule?...
Piątka zmodyfikowanych mechanicznie ludzi. 
Wampir (niczym nie przypomina tych ze "Zmierzchu", spokojnie). 4 osobowości w jednej kobiecie. Mężczyzna z połową mózgu (nie znaczy to, że jest idiotą). Bezwzględna Pani Major. Medyk, jedyny "normalny".
Rzecz dzieje się w dalekiej przyszłości. Przyszłości pełnej zmodyfikowanych ludzi. Przyszłości, której przyszłością jest świat w całości wirtualny. W tych realiach załoga zostaje wysłana w daleki kosmos, po deszczu "Świetlików", czyli małych sond, które zasypały Ziemię. Ich zadaniem jest zlokalizowanie źródła bezzałogowych statków.
Dalej jest wyczerpująco rozwinięty temat Pierwszego Kontaktu-spotkania z Obcymi. I tu pojawia się wątek psychologiczny. Czy świadomość występuje razem z inteligencją? Czy nieświadomy organizm nie może być inteligentny? I czym właściwie jest świadomość?
I tu dochodzimy do sedna książki. 
Po odpowiedzi odsyłam do lektury.

Naprawdę, naprawdę polecam. Daje do myślenia, jednocześnie zachwyca opisami cudów futurystycznej inżynierii i biologii.

Enjoy!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kot Bob i ja

Dzisiaj w szkole doszłam do dramatycznych wniosków. Rano, pakując się zapomniałam o nieodłącznej książce! (to może się wydawać śmieszne, ale naprawdę, mieliśmy dzisiaj tyle nudnych lekcji, że nie wiem jakim cudem bym przeżyła) I wtedy z pomocą (a raczej z książką) przyszła Malwina, dając do przeczytania właśnie "Kot Bob i ja".

Przez pierwsze 10 stron czytałam, bo nie miałam zbytnio wyboru. Ale potem! Książka bardzo mnie wciągnęła, po prostu nie mogłam się oderwać :)
Dużym plusem jest to, że książka jest oparta na faktach a autor jest jednocześnie głównym bohaterem.
Poznajemy Jamesa jako narkomana na odwyku, mieszkającego w lokalu przydzielonym przez pomoc społeczną i zarabiającym na życie grą na gitarze w londyńskich parkach. Nie utrzymuje żadnych kontaktów z rodziną, wstydzi się swojego życia i bardzo chce je zmienić. Pewnego dnia, wracając z "pracy" zauważa na swojej wycieraczce rudego kota. Mimo, że uwielbia te zwierzęta nie decyduje się na przygarnięcie go, uważa, że nie umie się zająć samym sobą, a co dopiero jeszcze kotem. Uspokaja się, myśląc, że kot na pewno ma właściciela. Jednak gdy rudy zaczyna podążać za nim wszędzie (tylko nie do parku) i cierpliwie czekać na jego powrót pod drzwiami, James decyduje się go przygarnąć, widzi bowiem, że kot niedługo zdechnie z głodu i od ran. Karmi go i wydaje swoje ostatnie pieniądze na wizytę u weterynarza. Człowiek zaczyna zauważać także ogromne przywiązanie kota. Pozwala mu zamieszkać u siebie na stałe i zostawia go w ciepełku, codziennie gdy wychodzi grać. Gdy Bob dochodzi ostatecznie do zdrowia przestaje mu to odpowiadać i wybiega za Jamesem. Co z tego wyniknie? Czy Jamesowi uda się zrealizować marzenia? I jaką rolę odegra w tym Bob?!
Dowiecie się czytając książkę!

+mała uwaga-pierwsza myśl po zakończeniu czytania? "Chcę mieć kota!"

Enjoy!

czwartek, 5 lutego 2015

Pieśń Lodu i Ognia, część 1. szerzej znana jako "Gra o Tron"

Zapewne część z was kojarzy "Grę o Tron". Taki fajny serial produkowany przez HBO, prawda? A tu okazuje się, że jakiś amerykański grafoman napisał książki na podstawie scenariusza...
Ale chwileczkę! Po wgłębieniu się w temat możemy zauważyć, że pierwsza część została wydana w 1996! Czyżby to on pisał oryginalną wersję?
OK, dość tego.
Zakładam, że większość jednak wie o tym, że to książki były pierwsze. Co nie zmienia faktu wrodzonej niechęci połowy fanów serialu do książek.
Czas to zmienić! (mam nadzieję, że coś zdziałam :))



Już w prologu umiera pierwszy bohater (a nawet trzech). Dalej jest tylko lepiej :D.

Akcja rozgrywa się jesienią 17 piętnastego roku panowania króla Roberta, pierwszego tego imienia. Czy to znaczy że rozgrywa się szybko? Otóż nie! Pory roku w Westeros trwają bowiem od paru do paręnastu lat.
W 15. roku od rebelii Baratheonów kraj, jak każdy, pogrążony w zbyt długim pokoju zmierza do wojny. Nad lordami coraz trudniej zapanować, a namiestnicy Siedmiu Królestw stają się coraz bardziej samowolni. Sytuacji nie poprawia śmierć obecnego namiestnika, a dla króla niemalże ojca- Jona Arryna. Robert zwraca się do swojego starego przyjaciela, który z nim wychowywał się u Jona o pomoc i przejęcie funkcji. Czy Ned pomoże królowi? Co jeszcze się wydarzy? I, co ważne, kto zginie kolejny?

G.R.R. Martin przenosi nas w świat do złudzenia podobny do naszego. Niezwykle realistycznie wykreowany, bez podziału na dobro i zło. Żadna z postaci nie jest płaska i jednomyślna. A to sprawia, że każda potrafi zaskoczyć. Nigdy nie wiesz co stanie się w następnym rozdziale.

Duży plus także za pokazywanie wydarzeń z różnych perspektyw. Każdy rozdział, zamiast numeru czy nazwy ma imię postaci, której oczami ukazywane są wydarzenia. Ważniejsze sprawy więc pokazywane są wielostronnie, ciekawiej niż gdyby opowiadał o nich narrator wszechwiedzący, możemy dzięki temu wczuć się w odczucia i psychikę poszczególnych bohaterów. 

Mimo że zdecydowanie na 1. miejscu wśród pisarzy fantastyki nadal plasuje się Tolkien to na 2. zdecydowanie mogę umieścić Martina. Dlaczego?
  1. Nie kopiuje czyichś pomysłów (no dobra, macie mnie, liczy się głównie to, że nie kopiuje Tolkiena).
  2. W jego świecie nie ma jednolitego podziału na dobro i zło, z książek płynie nauka, że nie każdy dobry człowiek jest dobrym człowiekiem w 100 procentach.
  3. Świat przedstawiony jest kompletny, bogaty i żywy. Mamy świetne mapy, różnorodność językową, przykłady wielu kultur, obrzędów.
  4. Oprócz tego, jego książki są po prostu bardzo zabawne :D .
Polecam bardzo bardzo bardzo całą serię wszystkim, no i cóż...

VALAR MORGHULIS!
(tak po cicho liczę, że ktoś odpowie, ale tego jeszcze nie było w serialu)



piątek, 16 stycznia 2015

Rozgwiazda

" Jeśli twoje dzieło okazuje się zbyt mroczne dla Rosjan, wiesz już, że osiągnąłeś pewien kamień milowy"



Takie słowa we wstępie do "Rozgwiazdy" zawarł autor Peter Watts. Szczerze, przestraszyłam się. Nie myślałam, że ta książka będzie straszna...

No i na początku czytam, myślę... Kurczę, miało być thrillerowato... A tu co? Nico!
I rzeczywiście, pierwsza 1/3 książki nie podobała mi się. Wszystko się dłużyło, zmuszałam się do kontynuacji. Ale jak już się zmusiłam... Nie było odwrotu. 
Ten wykres pokazuje tą zależność ;)


Krótkie wprowadzenie?
Ryft na dnie Oceanu Spokojnego. Generatory prądu. I ludzie potrzebni do obsługi. Ale zdecydowanie nie są to zwykli ludzie.
Pierwsza różnica polega na ich budowie. Mają tylko jedno płuco-w miejscu drugiego wmontowano im sztuczne skrzela. Prawie bez przerwy noszą "skórę głębinową", zastępującą im kombinezon do nurkowania oraz specjalne nakładki na oczy dostosowywujące się do oświetlenia. To wszystko pozwala im przeżyć przez długi czas pod wodą nie martwiąc się o butlę z tlenem. 

Ale druga różnica jest znacznie bardziej subtelna. Polega na charakterze i doświadczeniu życiowym tych osób. Każdy z ryfterów ma bowiem odciśnięte pewne piętno. Objawia się to w stosunkach międzyludzkich. Każdemu trudniej jest zaufać ludziom, psuje to relacje w bazie w której cała szóstka mieszka. Dlaczego koncern, który ich tam wysłał dokonał takiego wyboru? Jaki cel ma wysyłanie do bazy 3000m pod taflą oceanu osób, które zupełnie nie będą potrafić dogadać się ze sobą? I czy ma w ogóle jakiś cel?





PS. Pozdrawiam Malwinę i Julkę :* Więcej pozdrowień nie będzie!
PPS. Wyjeżdżam na tydzień, będę odpisywać na komentarze (tak, jest taka opcja "napisz komentarz", możecie z niej korzystać, nie zabraniam), ale post nie pojawi się co najmniej przez tydzień a możliwe że do końca ferii. Wiecie Legolas, Władca Pierścieni, płaszcz elfa, taka sytuacja ;).

+mały bonus za długą nieobecność


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Archipelag GUŁag

OK, wracamy do szkoły, wracamy na bloga! :)
Tym razem ambitniejsza i poważniejsza książka. Nic śmiesznego (choć parę absurdalnych absurdów się znajdzie).



Uwaga! Książka dla ludzi o mocnych nerwach!
Dlaczego Archipelag? Otóż nanieście na mapę ZSRS (tak się ówczesna Rosja nazywała- Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich) wszystkie obozy działające na przestrzeni lat. Powstanie obraz przypominający ocean usiany maleńkimi wysepkami. Archipelag. Archipelag GUŁag.

A. Sołżenicyn prowadzi nas przez całą historię służb bezpieczeństwa Związku Sowieckiego. Możemy dowiedzieć się m.in. jak śledzono, jak przesłuchiwano, jak więziono, jak transportowano, jak, ekm, "resocjalizowano".
Wszystkie trzy tomy według mnie czyta się dość długo, ale nie powinno to zniechęcać, naprawdę, dla osób zainteresowanych, choć odrobinę, historią, książka może okazać się ciekawa.

Książka jest przeplatana opisami byłych więźniów (zresztą autor też swoje odsiedział), co czyni ją niezwykle "żywą".

Jednym z moich ulubionych fragmentów jest fragment o powstaniu w jednym z obozów. Naprawdę, ten rozdział czyta się jak niezłą książkę :).

Parę absurdów na zachętę?


"28.10.1917r. kara śmierci została jednak skasowana. [...] W początkach 1918 roku Trocki kazał oddać pod sąd Aleksego Szczastnoja [...] "Rozstrzelać w ciągu 24 godzin" Na sali rozpoczął się tumult: przecież skasowano! Prokurator Krylenko wyjaśnił "Nie ma powodu do niepokoju. Kara śmierci jest skasowana, owszem. Ale Szczastnoj nie będzie poddany haniebnej karze - tylko rozstrzelany" No i został rozstrzelany."


Kanał Panamski (ok.80 km)- budowa trwała 33 lata

Kanał Sueski (163 km)- budowa trwała 10 lat (z wykorzystaniem nowoczesnych koparek i dźwigów parowych)

Kanał Białomorsko-Bałtycki- "cud techniki epoki stalinowskiej"?
227km, z czego 37km w skale. Więźniowie GUŁagów budowali go 20 miesięcy... Z dzienną racją żywnościową 600g chleba i miska zupy, o ile wykonałeś plan (1 metr sześcienny wykopanej zamarzniętej ziemi dziennie). Podstawowym narzędziem na budowie była taczka. Z rzadka szpadel czy łopata. Dla władz nieważne było, że przy budowie zginęło ok. 250 tyś ludzi. Ważne, że zbudowali coś tak monumentalnego, w tak krótkim czasie. 

Gdy czytasz o czymś takim, naprawdę nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać...


Ocena? 10/10 
(przekonałam się, że książki to jednak nie bez powodu dostają Nobla)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Kroniki Jakuba Wędrowycza...

...Czyli pierwsza część opowieści o domorosłym egzorcyście-amatorze z Wojsławic.
Wiecznie pijanym. 
Znacznie przekraczającym polską średnią wieku.
Rozmawiającym ze swoim koniem.
A jednocześnie posiadającym niezwykle błyskotliwy umysł :)

 

Powitajmy więc Jakuba Wędrowycza, we własnej osobie!
Pisałam już, że jest śmiesznie? Trochę fantastycznie? Prosto i na temat?

Przeczytamy o wakacjach Jakuba, trochę o wampirach, trochę o... A zresztą! Sami się dowiecie!

Książkę polecam wszystkim, którym nie przeszkadza fantastyka, lubią się śmiać i orientują się choć odrobinę w absurdach PRL-u (bez tego można się obejść).

Hmmm... Może książka nie jest najlepsza pod względem walorów edukacyjnych (główny bohater jest wiecznie pijany), ale naprawdę warto ją przeczytać. Choćby dlatego, że zapewniam, uśmiejecie się do łez.

czwartek, 27 listopada 2014

Eragon, czyli cykl "Dziedzictwo"

Hmmm, długo mnie nie było. Tak to jest, jak pod koniec semestru, przed świętami w dodatku, nie ma cię w szkole. Prawie 3 tygodnie. Ale już postaram się pisać częściej :)


Podobno Christopher Paolini pisząc tę książkę miał 15 lat. W zupełności wierzę tej legendzie.
Cykl, szczególnie pierwsza część, zupełnie nie powala stylem. Wielki plus za determinację i sam pomysł napisania książki, ale...
-Zupełnie sztampowa fabuła, ograna w większości książek fantasy,
-Przewidywalne "zwroty" akcji
-Zerżnięte od innych twórców (szczególnie od Mistrza Tolkiena) typy "czarnych charakterów"
  • Ra'zacowie- Nazgule
  • Urgale- Orki
  • Galbatorix- Sauron
Pojawiało się też wiele pomniejszych nawiązań.

Ale do rzeczy. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie (jak dla mnie aż za łatwo-o wiele więcej radości sprawia mi rozgryzanie Tolkiena). Jeżeli lubicie książki fantasy, to polecam przeczytanie. Tylko proszę, nie zraźcie się po 1. części. Naprawdę, następne są lepsze ;). Ogólnie książka nie należy do moich ulubionych, przeczytałam cały cykl raz i nie zamierzam tego powtarzać. 

Ocena? 6/10

piątek, 21 listopada 2014

Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów

Następna recenzja miała być o innej serii. Naprawdę. Ale co mam zrobić z tym, że teraz tylko ta książka chodzi mi po głowie?

Połączenie choroby, mnie i książki na którą czekałam od roku.
Co wychodzi?
4 godziny czytania bez przerwy.

O 15.30 przyszła książka. Nadludzkim wysiłkiem dokończyłam robić obiad. A potem... Zamknęłam się w pokoju i do 20 mnie nie było.

Czy ta książka wciąga?
Tak.


Wyjazd za granicę? OK, będzie ciekawie. Rewizyta? OK, jeszcze lepiej. Horrorowo? NO, i pięknie :)

O fabule? Superpaczka ma w końcu wakacje, na które wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, zaproszona przez Angusa i Williama- Szkota i Anglika, których gościła na wymianie międzynarodowej, co zostało opisane w "Sekrecie Czerwonej Hańczy". Planują tydzień na wsi u Angusa i tydzień w Londynie u Williama. Po przyjeździe na lotnisko w Glasgow, okazuje się, że nikt tam na nich nie czeka....

Do tej książki zasiadałam, pomimo zachwytu, z mieszanymi uczuciami. Po "Sekrecie Czerwonej Hańczy", który ratował tylko humor, nie spodziewałam się wiele. Myślałam, że pan Kosik się wypalił. Na szczęście się pomyliłam :)

Mamy standardową w serii dawkę humoru (czyli sprawiającą upadek z łóżka, ból brzucha i gardła oraz spojrzenia domowników z serii "znam dobrego psychiatrę, może pomoże").
Mamy, co może się wydawać dziwne w tak pełnej humoru książce, całkiem nieźle wypadające wątki horrorystyczne.
Mamy standardowo trochę techniki, trochę odwołań do absurdalności świata.
Mamy obiecywany steampunk, jednak w ilości, która mnie zupełnie nie zadowoliła.

Niestety, niektóre wątki zostały ucięte za szybko. Ogólnie akcja toczyła się za szybko. Tak jakby autor chciał na siłę zdążyć przed deadlinem. 

Ogólnie jednak książkę polecam, chociaż zdecydowanie nie jest ona najlepszą w serii.

+mały bonus, jeden z moich ulubieńszych (co nie znaczy że najśmieszniejszych) tekstów w książce:

"-Myślałem, że tu jedzą śniadania, drugie śniadania, lunche, obiady, podwieczorki, kolacje, pokolacje, nocobiady, co tam jeszcze?
-Mylisz Szkotów z hobbitami" 

środa, 19 listopada 2014

Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi

Pierwsza recenzja!




"Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi". Przyznacie chyba, że tytuł brzmi... dziwnie. Gdy zobaczyłam tę książkę w bibliotece, jakieś 5 lat temu, trzeba było mnie namawiać do wypożyczenia- nie wierzyłam, że coś o tak nienormalnym tytule, może być AŻ TAK ciekawe :)
A jednak! W książce tej zakochana byłam od pierwszego rozdziału. 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co kryją warszawskie podziemia, dlaczego Nika nosi Martensy, czym jest latający spodek w Tatrach (UFO?!), kogo można spotkać w zamkowych lochach, jakie "zwierzątko" oswoiła Nika, co stworzył Net, jak Felix ułatwia sobie życie, i kim, u licha, jest ten cały Gang Niewidzialnych Ludzi- musicie przeczytać tą książkę!

Bardzo, bardzo polecam całą serię "Felix, Net i Nika" autorstwa Rafała Kosika. I gwarantuję niezłe wahania nastroju-od przerażenia do (zdecydowanie częstszych) niepohamowanych ataków śmiechu. 

Dodam tylko, że właśnie czekam na 13. część serii- ma przyjść dzisiaj! 

+łapcie jeszcze forum o serii, polecam odwiedzić po przeczytaniu chociażby "Gangu Niewidzialnych Ludzi". forum.fnin.eu